Tworzę, więc jestem. Kreatywność jako warunek przetrwania

http://www.flickr.com/photos/mohsan/1342406740
Niki de Saint Phalle. Kto to jest? Ten, kto korzystał dziś (29.10.2014) z wyszukiwarki Google, zwrócił zapewne uwagę na niecodzienny kształt loga – zawijasy, kolory, szlaczki. Nigdy bym się nie dowiedziała, kim jest ta kobieta, gdyby nie Google i wrodzona ciekawość, która pcha do poszukiwań.

Niki de Saint Phalle – „artystka z wyjątkową wyobraźnią”, jak tytułuje ją portal Interia . Niki żyła w latach 1930- 2002 – była francuską rzeźbiarką i malarką. Jednak malować zaczęła dopiero w latach 50', po tym jak zrezygnowała z kariery modelki. Przeszła przez załamanie nerwowe a malarstwo było dla niej formą terapii. Jako artystka, została doceniona dzięki nietypowym rzeźbom – gigantycznym, plenerowym i bardzo kolorowym. Jeśli ktoś z Was był w Paryżu, to być może pamięta Fontannę Strawińskiego – to dzieło Niki. Inne, równie znane i niesamowite rzeźby można podziwiać w Toskanii – tzw. Ogród Tarota - bajeczne, fantastyczne, pełne fantazji i symboli dzieło, które artystka tworzyła od 1978 roku.



Terapia przez sztukę

Naturalna ludzka kreatywność jest często wykorzystywaną formą terapii – często to, czego nie można wypowiedzieć słowami – wszelkiego rodzaju blokady wywołane przez traumatyczne przeżycia, łatwiej jest przekazać w formie sztuki. Być może dlatego czasem ma się wrażenie, że „wpatrując się w otchłań, otchłań zaczyna wpatrywać się w nas” – bo sztuka to również forma zmaterializowania drzemiących w nas emocji.

„Pisarze żyją dwa razy”

„Słowa, słowa, słowa” – pisał Szekspir. Dla niektórych to forma przekazu, dla innych droga do zrozumienia siebie i świata. Są też tacy, dla których ta forma twórczości jest jednocześnie sposobem na poradzenie sobie z wewnętrznymi demonami, tak jak Anita Brookner, która stwierdziła, że „pisanie uwolniło ją z rozpaczy życia”. Voltaire stwierdził, że „pisanie to malowanie głosem”, można go nazwać malarzem słów. Natomiast Natalie Goldberg znalazła sposób na długowieczność, gdyż stwierdziła, że „pisarze żyją dwa razy”.
No dobrze, ale co jeśli nie masz żadnego talentu artystycznego, Twoje potrawy to nie dzieła sztuki, nie robisz koszyków z wikliny, nie dłubiesz w skale, nie nucisz kreatywnie pod nosem. Ale czy nie radzisz sobie w codziennym życiu na swój własny, indywidualny i kreatywny sposób?

Neandertalczyk przegrał.

Profesor Jerzy Vetulani, na jednym ze swoich wystąpień opowiadał o kreatywności. Wspomniał o naszych pradawnych kuzynach – neandertalczykach, którzy wyginęli, mimo iż byli od nas silniejsi i o wiele bardziej wytrzymali. Jednak nie posiadali jednej cechy. Kreatywności i sprytu, który z niej wynika. Nasz gatunek przetrwał, bo tworzył, ozdabiał, wymyślał i ciągle poszukiwał nowych dróg działania.

Badania ludzkiego mózgu pokazują, że posiadamy zdolność do tworzenia i rozpoznawania piękna. Piękno jest subiektywne do pewnego stopnia, jednak na najbardziej podstawowym poziomie, reagujemy na nie w taki sposób, jak na uśmiech innego człowieka – automatycznie.
Mimo iż kreatywność jest czymś, co mamy w genach, jej wykorzystywanie należy ćwiczyć – tak jak mięsień świadomości. Zadziwiające jest to, jak bardzo obrazy angażują do aktywnego słuchania – całym sobą i wszystkimi zmysłami. Tak samo jest z odbiorem sztuki – skoro w dziełach krystalizują się ludzkie emocje, należy się w nie wgłębić tak, jak w drugiego człowieka.

Tak jak kreatywne rozwiązania ułatwiają życie, tak te piękne są emanacją naszej wyjątkowości. Jednak jak widać na powyższych przykładach – wszelkie działania związane z tworzeniem, są przejawem naszego przywiązania do życiodajnej siły, która w naturalny sposób skłania nas do poszukiwania sposobów na przetrwanie – czy to w formie lepszych rozwiązań technologicznych, czy terapii.

Życie jest sztuką, a sztuka życiem :)

Photo credit: Mohsan' / Foter / CC BY-NC-ND
Trwa ładowanie komentarzy...